Dziś rano w Polsce wybuchła epidemia. I nie była to epidemia “pośledziowej filipinki”, a prawdziwy pomór nauczycieli. W wielu szkołach, do pracy nie dotarło kilkadziesiąt procent kadry. Wszystko to przez masowe zwolnienia lekarskie, a dokładniej przez protest nauczycieli, którego formą jest ucieczka z lekcji na L4.

W sumie, trochę mnie to wkurza, bo ja bym z roboty wyleciał na zbity pysk, gdyby pracodawca wiedział doskonale, że go ściemniam na L4. Z drugiej strony rozumiem postulaty środowiska nauczycielskiego. Jeśli prawdą jest to co mówią przedstawiciele protestujących, że są w kraju nauczyciele zarabiający 1800 złotych na rękę, to ja Was przepraszam, drodzy pedagodzy. Macie całkowitą rację, że protestujecie. 

Akcję protestacyjną poparł Przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego. Sławomir Broniarz w żołnierskich słowach powiedział, że popiera strajkujących, a w polskim szkolnictwie dzieje się źle. Czy poszedł na L4, tego jeszcze nie ustalono, ale w ramach poparcia dla akcji, nie wykluczamy takiej formy popierania.

Nauczyciele domagają się tysiąca złotych podwyżki na każdy etat. Czy to dużo, czy mało? Nie mi oceniać, jednak wiem jedno. Z nauczycielem, w dzisiejszych czasach na robotę to bym się nie zamienił. 

Najgorsze, że rozmowy z Ministerstwem Edukacji utkwiły w pacie, coś pomiędzy źle ustawionym gońcem, a królową w partii szachów. Pani Minister obiecuje, że chce ale nie może. Nauczyciele więc chodzić do pracy jak najbardziej mogą, ale nie chcą. Co z tego wyjdzie? Czas pokaże. Jedno jest pewne, naszego kraju może i nie stać na podwyżki dla nauczycieli, ale nie stać go również na pewno na wychowanie pokolenia baranów. Bo bez mądrych obywateli, to z tej Polski już nic nie zostanie.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o