Ulala. Jeśli w jednoznaczny sposób, ktoś umiałby dać odpowiedź na pytanie zadane w tytule, to byłby bogaty niczym Chodakowska z Lewandowską (i Lewandowskim) razem wzięci. Nie jest to niestety takie proste jak mogłoby się wydawać. Choć bez załamywania rąk. Strasznie trudne to też nie jest.

Jednak zanim przejdę do konkretów, chcę uchylić rąbka tajemnicy i przyznać się, że ten wpis ma być również lekkim kopem w tyłek wszystkich leniuchów. Leniuchów, którzy siedząc przy stoliku w McDonaldzie narzekają na swoją sylwetkę i złe samopoczucie. Zanim więc uchylę rąbka tajemnicy i napiszę, kiedy ćwiczyć najlepiej, zacznijmy niejako od początku.

Zacznij ćwiczyć leniuchu

Przede wszystkim trzeba zacząć ćwiczyć. Ćwiczyć regularnie. Regularnie, to znaczy przynajmniej 3 razy w tygodniu. Może to być zarówno siłownia, jak i domowe ćwiczenia przed telewizorem. Tylko pamiętaj. Ćwiczenie to nie jest robienie sobie w siłowni zdjęć na Instagrama. Ćwiczenie jest wtedy, gdy się pocisz. A spalanie tłuszczu jest wtedy, gdy zmieniasz natężenie ćwiczeń.  Więc jeśli chcesz, by ćwiczenia przyniosły efekty, to walcz. Ćwicz, jakby od tego zależeć miało całe Twoje życie. Efekty przyjdą naprawdę szybko. Do tego potrzebna jest jeszcze jedna rzecz. Mianowicie musisz

Trzymać dietę

Niestety, Jeśli jesteś fanem pączków i żarcia w fastfoodach, a chcesz jednocześnie wyglądać jak młoda bogini lub młody bogusław, to nic z tego. Nie da się tego ogarnąć równolegle. Z czegoś należy zrezygnować.

Koniec jednak walenia frazesami, jak na wszystkich pro fit blogach. Chcę Wam tylko napisać. Z własnego doświadczenia. Po prostu odstawcie żarcie białego chleba, odstawcie fastfoody, słodycze i kolorowe napoje. Wrzućcie do diety trochę ryb i kasz. Nie jedzcie przed snem. Dokładając do tego ćwiczenia będzie dobrze. Oczywiście jeść należy zacząć z umiarem. Super, mega i ekstra byłoby prowadzić jakieś zapiski dotyczące ilości spożywanych kalorii, jednak to pewnie temat na oddzielny wpis. Tutaj tylko chcę Wam przekazać, że naprawdę wyrzeczeń nie ma wcale tak dużo. Wiem to, bo schudłem 20 kilogramów w pół roku nie odstawiając przy tym zwykłych, domowych obiadów. Wystarczyło zastosować kilka wspomnianych wcześniej kroków plus trening i jest super.

To kiedy w końcu ćwiczyć, rano, czy wieczorem?

No i teraz będzie najlepsze. Pewnie się trochę wkurzycie, ale musicie zrozumieć, że wpis powstał dla Waszego dobra. Powstał, by Was trochę zmotywować. Powstał co prawda po przeczytaniu pewnego artykułu, w którym to napisano, że jacyś tam naukowcy z USA odkryli, że jednak lepiej ćwiczyć wieczorem niż rano. Niby wyniki tych badań miały jakieś tam pokrycie. Niby wszystko się zgadzało, ale fakt jest jeden. Wiem to po sobie. Zarówno problemy z dietą, jak i problemy z regularną aktywnością fizyczną narzucamy sobie sami.

Ćwiczmy wtedy, gdy pozwala nam na to czas, obowiązki, zmęczenie, czy karnet na siłownie. Ustalenie sobie pory dnia, w której ćwiczyć jest lepiej, jest tylko kolejnym ograniczenie, a co za tym idzie, stanowiło będzie prosta wymówkę, aby akurat dziś na siłownię, czy jogging nie pójść. Bo jak to, przecież najlepiej ćwiczyć jest wieczorem, a dziś wieczorem to akurat Roman z “Na Wspólnej” znów pije, więc ja to wieczorem nie mogę. Jeśli Roman pije wieczorem, to pobiegaj rano. Albo po obiedzie. Albo przed obiadem. Nie ważne kiedy. Ważne, by ćwiczyć ! Solidnie ćwiczyć.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o